Data: 13/14 III 1943
Operacja: Tile
Dowódca: por. naw. Karol Gębik
Ekipa: XXIV - 5 samolotów
- por. art. Oskar Farenholc ps. "Sum", przydział do wywiadu Oddz. II KG AK, przypadkowo ranny podczas strzelaniny 6.X.43 w rejonie Al. Szucha aresztowany pod nazwiskiem Franz Henzel vel Jerzy Stawicki. W śledztwie które trwało do lipca 44 grał brytyjskiego agenta Johna Kennedyego, prawdopodobnie ostatnim transportem wywieziony z Pawiaka do obozu Gross-Rosen. Odtąd zaginął.
- por. kaw. rez. Janusz Prądzyński ps. "Trzy", "Janek", przydział Oddz. II KG AK, w Powst. Warsz. Śródmieście zgrupowanie "Golski". Przeżył wojnę zmarł 1963 r.
- ppor. piech. rez. Jan Roztworowski ps. "Mat" przydział wywiad Oddz. II KG AK aresztowany 6.VI.43 pod Monachium więziony w Berlinie, od X.43 do III.44 na Pawiaku w Warszawie. Wysłany do Gross-Rosen. Zamordowany 22.IX.1944 r.
- ppor. piech. rez. Edwin Scheller-Czarny ps. "Fordon", "Łoże". Po okresie aklimatyzacji zamieszkał na ul. Czarneckiego 21. Nazywał się wówczas Wojciech Bereżański, z zawodu... czeladnik krawiecki. Lewych nazwisk miał znacznie więcej. Zapamiętał dwa ostatnie Polański i Koronowski. Zawsze jednak imię i data urodzenia były te same. Miejsce urodzenia - gdzieś na wschodzie. W razie potrzeby zaciągać umiał. Przydział do komórki wywiadu w Oddziale II Komendy Głównej Armii Krajowej do tzw. referatu centralnego i kolejowego. W czerwcu 1943 r. przeniesiono go do Lublina. Miał objąć funkcję zastępcy szefa ekspozytury "23". Ówczesny szef nazywał się Dobrowolski, ale trudno dziś powiedzieć, czy było to jego prawdziwe nazwisko, raczej nie. Oficer służby stałej, musiał opuścić ten teren. Deptano mu po piętach. Rodzaj wykonywanej pracy w Lublinie był podobny w minimalnym tylko stopniu. Obowiązywało ścisłe przekazywanie informacji. Liczyły się tylko fakty, oczywiście w miarę udokumentowane. Rzadziej komentarz i analiza. Na tym terenie pracował z siecią. Ekspozyturę interesowało wszystko. Ilość wojska, rodzaje, ruch czyli przemieszczanie się jednostek, ich nazwy, rozmieszczenie lotnisk, stan moralny wojska, sprawy gospodarcze. Choć na tym terenie istniała specjalna komórka kolejowa, działali równolegle, nie wchodząc sobie w drogę. W pewnym sensie dublował ich robotę. Ludzie z siatki pracowali w różnych przedsiębiorstwach i instytucjach. Szczególną uwagę zwracali na tzw. Kraftfahrparki, czyli jednostki naprawcze sprzętu samochodowego i pancernego. Interesowało ich np. skąd przybyły transporty z wyeliminowanym z walki sprzętem, w jakim stanie technicznym, jak długo przyjdzie przywracać go do "życia". W Lublinie działał do 15 lutego 1944 roku. W tym to dniu wpadł na punkcie kontaktowym. W kotle. Był umówiony z łączniczką. Miał zdać i odebrać przeznaczoną dla niego pocztę. Razem z nim zgarnięto kilkanaście osób i łączniczkę, z którą miał się spotkać. Jej pseudonimu nie zapamiętał. Przez strażnika dochodziły jakieś wieści z zewnątrz, iż nie jest sam, że starają się mu pomóc. Słowa pociechy i trzymaj się! - twoja sprawa jest na dobrej drodze. Ale co znaczą takie słowa, skoro codziennie z cel "Zamku" wyciągano ludzi na rozwałkę. Przeżył na "Zamku" słynny Wielki Piątek, w którym wygarnęli masę ludzi i postawili ich pod ścianą. Może życie zawdzięczał i temu, iż wówczas śledztwo było jeszcze w toku. Bał się - co tu ukrywać, żeby siedząc w "Zamku", czy pod "Zegarem" ss nie dotarła do Gestapo wiadomość, że "Fordon", czyli on, którego poszukiwali na zewnątrz, siedzi u nich. Wiedział, że stało za nim grono ludzi dobrej woli i narzeczona, którzy po zorientowaniu się o wynikach śledztwa podjęli starania, żeby go z "Zamku" wydostać . Inaczej mówiąc - wykupić. Ile to kosztowało - nie wiedział. Domyślił się tylko, że część gotówki, a może biżuterii wyłożyła narzeczona, późniejsza żona, ale ile dołożyła Komenda Główna, czy też Okręg Lubelski AK - do dziś nie ma pojęcia. 27 maja 1944 r. opuścił mury "Zamku". Wywieziono go z miejsca pod Lublin. Najpierw wykąpano, następnie odwszono, przystąpiono do intensywnego leczenia. Był w bardzo kiepskim stanie. 13 czerwca 1944 r. zawarł związek małżeński, a pod koniec tego miesiąca przeniósł się z żoną do Piaseczna pod Warszawą. Kiedy doszedł już do jako takich sił musiał przejść obowiązującą, w przypadku wyjścia z rąk Gestapo, procedurę. Przesłuchanie z udziałem prokuratora wojskowego, przedstawicieli kontrwywiadu z Oddziału II. Raczej normalne postępowanie śledcze. Żeby wyjaśnić, jak doszło do wpadki, czy nie pociągnęła za sobą ofiar w ludziach współpracujących. Okazało się, że nikt poza nim nie wpadł. Poinformowano go przy okazji, że do czasu pełnego powrotu do zdrowia zostaje urlopowany. Powiedziano także, iż oddział ma pewne plany w odniesieniu do jego osoby. - Skierujemy w inny teren, do Obszaru Zachodniego, ale o szczegółach pomówimy, jak wróci do służby. Wybuch Powstania Warszawskiego zastał go w Piasecznie, a więc poza terenem walk. Żaden rozkaz o przydziale do takiego, czy innego oddziału - nie dotarł. Nie był jeszcze w pełni sił, to prawda, ale dochodzące odgłosy walk i drażniący nozdrza swąd spalenizny, podrywały człeka do działania. I tak np. kiedy w lasach Chojnowskich znalazł się oddział "Lancy" - zgłosił się. Pierwsze pytanie brzmiało: A ma pan broń? Nie miał. W pobliskich lasach Kabackich operowała część oddziału "Baszty", która przebiła się z Warszawy. I tam spotkał się z odmową. Nie miał broni. Przez jakiś czas wraz z żoną zajmowali się gromadzeniem lekarstw dla powstańców. Niemcy coraz bardziej nam się przypatrywali. Ratowały ich lubelskie dokumenty. Podawali się za uciekinierów. Ale struny nie należało przeciągać. Przenieśli się zatem do Piotrkowa Trybunalskiego. Tu zastało ich wyzwolenie. Pilnie śledził postępy wojsk radzieckich, a zwłaszcza interesowała go wiadomość czy Bydgoszcz jest już wolnym miastem. Może dwa, może trzy dni po wyzwoleniu miasta przez wojska radzieckie, także i polskie - był już w Bydgoszczy. Dojechał wraz z żoną na tendrze. Jednym z pierwszych pociągów zdążających w tym kierunku. Odnalazł rodziców. Mieszkali w niedokończonych domach pod lasem. Z dawnego mieszkania wyrzucili ich Niemcy. Przymierzając się do życia w "cywilu" przez jakiś czas utrzymywał kontakt z kierownictwem Obszaru Zachodniego Delegatury Sił Zbrojnych w kraju. Z chwilą, gdy dotarł rozkaz "Radosława" o ujawnieniu się - zameldował, że dalsza "zabawa" w wojnę nie interesuje go. Nie wyrażono sprzeciwu. I tak jak można przeczytać w dokumencie, który udało się zachować, 15 października 1945 roku spełnił obowiązek ujawnienia się w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego. Po sześciu latach został cywilem. Koszmar wojny był już za nim. Zaczął od wędrówki po różnych urzędach, biurach, formujących się przedsiębiorstwach. Pracy niby nie brakowało, ale i jej. .. nie było. Po sakramentalnym pytaniu - co robiliście podczas minionej wojny, odpowiadał zgodnie z prawdą. Wówczas dochodziły słowa - wpadnijcie za parę dni, zobaczymy co się da zrobić. Zaświadczenie Urzędu Bezpieczeństwa było świstkiem nie respektowanym przez tych, od których zależało przyjęcie do pracy. Naiwny myślał, że krajowi są potrzebne młode ręce do pracy. Specjalnie nie zdziwił, kiedy jakieś trzy tygodnie po ujawnieniu się - zabrano go w nocy z domu. Nie wiedział jeszcze, iż żonę zgarnięto na ulicy, tegoż dnia, po południu. Spotkali się w gdańskim więzieniu. Żona była w 5 miesiącu ciąży. Obchodzono się z nią, bez względu na jej stan. Szykanowano, bito. Skutki? Straciła dziecko i do końca życia była osobą bardzo chorą. Siedział wyjątkowo krótko (ok. 8 miesięcy), bo tylko do 7 czerwca 1946 r. W tym to dniu znalazł się na wolności wraz z żoną i ok. 40-osobową grupą byłych żołnierzy Armii Krajowej z Komendy Obszaru Zachodniego: Poznań-Pomorze. Wraz z nim zasiedli również na ławie oskarżonych żołnierze b. "Gryfa Pomorskiego", a więc grupa tych, którzy w rejonie Kartuz i Kościerzyny, z narażeniem życia pomagali radzieckim i polskim żołnierzom, zrzuconym na tyły frontu z zadaniem zbierania informacji o silach wroga. Oskarżenie było bzdurne. Wszystkim zarzucano działanie na szkodę PRL i współpracę z Gestapo, jemu natomiast, podczas przesłuchań powiedziano wprost: "Byłeś agentem Inteligence Serwice..." Rozprawa była w pewnym sensie kuriozalną. Toczyła się w kilka dni po procesie oprawców obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Przed sądem wojskowym. W pewnym momencie - zaskoczenie. Prokurator wycofuje akt oskarżenia. Sąd udaje się na naradę. Nie bardzo wie co robić. Po przerwie - rozprawa toczy się dalej, bez odczytania aktu oskarżenia. Odpowiadali na pytania sądu. Każdy z nich mówi - jestem niewinny. Wyrok. Zostali uwolnieni od winy i kary, zwolnieni do domów, kilkanaście minut po zakończonej rozprawie.
Agent nieruchomości Kocmyrzów
Zrzut na placówkę "Olcha" położona 9 km na południowy wschód od Kielc.
Biuro nieruchomości Kocmyrzów
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Drukarnia cyfrowa Kraków
Drukarnia Kraków Dzisiejszy świat bardzo szybko idzie do przodu. Na rynku pojawiają się coraz nowocześniejsze rozwiązania technologiczne. J...
-
Data: 13/14 III 1943 Operacja: Tile Dowódca: por. naw. Karol Gębik Ekipa: XXIV - 5 samolotów - por. art. Oskar Farenholc ps. "Sum...
-
Drukarnia Kraków Dzisiejszy świat bardzo szybko idzie do przodu. Na rynku pojawiają się coraz nowocześniejsze rozwiązania technologiczne. J...
-
Grodzkie Biuro Nieruchomości to firma która pomoże Ci w sprzedaży swojego mieszkania, domu lub gruntu. Dzięki nam nie będziesz musiał się ma...